Ósma spowiedź - James Patterson, Maxine Paetro

Nie wiem dlaczego, ale szczególną sympatią darzę powieści, w których bohaterem głównym jest kobieta, a narracja jest zbudowana z oszczędnych fraz typu – Wróciłam do domu, nie chciało mi się uprawiać seksu, więc czytałam. I żadnego rozkminiania, analizowania i rozbudowanych wątków emocjonalnych.
Taki telegraficzny styl narracji znajdziecie w „Ósmej spowiedzi”, nie ma kawałków zbędnych ani nudnych, o rozwlekłości autorzy chyba nigdy nawet nie słyszeli albo ich redaktor bardzo się spieszył; czyta się szybko i przyjemnie. Niewiele potem z tego zostaje, jak po wyprawie do lunaparku. Ale zabawa przednia.
Lindsay Boxer jest porucznikiem w wydziale zabójstw w San Francisco, ma fajnego partnera życiowego i równie fajnego partnera w pracy (ich jest dwóch, żebyśmy mieli jasność). Czasem jej się trochę mylą... Ma też przyjaciółkę Cindy, która jest reporterką i interesuje się właśnie prowadzonymi przez Lindsay śledztwami – jedno dotyczy bestialskiego morderstwa bezdomnego, drugie tajemniczego zgonu małżeństwa Baileyów, pięknych, młodych, bajecznie bogatych i szczęśliwych. Bez śladów na ciałach, bez wewnętrznych obrażeń, mało tego – wszystkie narządy w idealnej formie, okazy zdrowia! Więc co się stało? Podczas śledztwa ktoś wyciąga zapomnianą podobną sprawę sprzed dobrych 20 lat... Czy coś je łączy?
Finał jest wart doczytania do końca. Nada się też na plażę, w każdej chwili można ją odłożyć i wrócić bez tracenia wątku. Czy to wada? To zależy, jeśli szukasz wielowymiarowości, mocnego klimatu i zanurzenia po uszy w lekturze – to tak, bo w tej książce tego nie znajdziesz. Jeśli jednak chcesz się szybko zresetować – bierz bez wahania.
Zawsze potem możesz podyskutować ile jest Pattersona w Pattersonie, bo to kolejna książka z cyklu duetów Patterson (najlepiej zarabiający pisarz amerykański) + mniej znany autor.