Kot, który przedrzeźniał ptaki - Lilian Jackson Braun

Wiosna, ach to Ty! Ciepłe promienie słońca, zielone klomby, rabatki pełne różnokolorowych kwiatów, kląskające ptaki… Zaraz po roztopach i powodzi, która w Moose County, czterysta mil na północ od wszystkiego, mocnym akcentem zakończyła tegoroczną zimą, rządy nad światem objęła wiosna. Jednak nie tylko przyroda budzi się do życia. Nieopodal szopy Qwillerana, tuż obok Trevelyan Road, na terenie zakupionym przez Fundację Klingenschoenów, swoje podwoje ma wkrótce otworzyć nowo powstałe Centrum Sztuki. Kierująca nim pani menadżer prowadzi krucjatę przeciwko leżącej naprzeciwko muzeum rozpadającej się farmie należącej do ponad dziewięćdziesięcioletniej mieszkanki Pickax City, pani Coggin. Choć Beverly Forfar uznaje, że stan gospodarstwa staruszki deprecjonuje ekskluzywną wartość nowego muzeum, i ona jest w szoku, kiedy okazuje się, że stara farma płonie, a jej ekscentryczna właścicielka ginie w płomieniach. Policja mówi o przypadkowym zaprószeniu, ale Qwilleran nie wierzy w przypadki. Doświadczenie nauczyło go, że każda taka historia ma swoje drugie dno. Czy i tym razem tak będzie?
Kot, który przedrzeźniał ptaki (1999) to dwudziesta powieść z „kociego” cyklu Lilian Jackson Braun. A zarazem pierwsza, po której znać wiek autorki. Pisarka przenosi czytelników do wdzięcznego świata Moose County, jednak stwarzana przez nią rzeczywistość obfituje w merytoryczne pomyłki. Lilian Jackson Braun zaczyna gubić się w biografiach swoich bohaterów. Tym niemniej, nadal znakomicie udaje jej się zachować unikalny klimat okręgu leżącego na północ od wszystkiego. Wiele w powieści humoru, zwłaszcza, kiedy pisarka zaznajamia czytelników z historią lokalnych cmentarzy. Zabawne epitafia to nie jedyny akcent humorystyczny tej książki. Dowcip sytuacyjny wiąże się również z syjamczykami Qwillerana. Odkąd bowiem nadeszła wiosna oba pragną jak najczęściej przebywać w wybudowanej obok domu altanie. Yum Yum, aby łapać owady spacerujące po żaluzjach, Koko zaś, aby obserwować ptaki. Niejako mimochodem, od jednego ptasiego trelu do drugiego, syjamczyk podpowiada Qwillowi, co tak naprawdę zdarzyło się na farmie pani Coggin. Wydaje z siebie dziwne dźwięki, nabiera niechęci do dzięcioła smukłoszyjego, interesuje się starym kompasem... Czyżby chciał coś w ten sposób Qwillowi przekazać?
Podobne rozważania mówiły więcej o wyobraźni Qwillerana niż o kocich umiejętnościach komunikacyjnych. Ale jak wytyczyć granice między przypadkiem a nadnaturalną inteligencją? Gdzieś tam znajdowała się odpowiedź. Qwilleran przeczesał wąsy palcami.
Rozległ się szelest skrzydeł i siedem kruków wylądowało przed altanką. Koko skoczył im na powitanie, kracząc jak one.
- Koko, jesteś niezwykłym, enigmatycznym, nieprzewidywalnym i czasem wykańczającym kotem! – zwrócił się do niego Qwilleran.
Koko spojrzał nań wyniośle. A potem otworzył pyszczek i szeroko ziewnął.