Lalka

Lalka - Bolesław Prus Za każdym razem, kiedy siadam przed monitorem, by napisać recenzję książki uważanej za arcydzieło, mam pewien problem. Wynika on przede wszystkim z faktu, że niewiele pozycji okrzykniętych mianem ponadczasowych powieści, z których powinniśmy uczyć się życia, faktycznie mi się podoba. Nie będę ukrywać, z „Lalką” jest podobnie. Wiem, jak dużo osób zachwyca się tym dziełem Prusa, argumentując, że to najpiękniejszy przewodnik po Warszawie, opowieść o miłości, itp, itd… Dla mnie znajomość z „Lalką” była dwumiesięcznym, toksycznym związkiem i cieszę się, że nareszcie się z niego uwolniłam. Zasadniczo powieść ma dwoistą narrację. Większość rozdziałów to tradycyjna opowieść z trzecioosobowym narratorem, jednak mamy też do czynienia z (nie)miłym dodatkiem w postaci „Pamiętnika starego subiekta”, gdzie poznajemy przeszłość Ignacego Rzeckiego, będącego subiektem w sklepie głównego bohatera, jak i bieżące wydarzenia opowiedziane z jego perspektywy. Co kto lubi, ale ja w czasie lektury stron wypełnionych przydługim bełkotem staruszka, co chwila łapałam się na tym, że czytam po raz kolejny to samo zdanie, albo w ogóle gubię wątek… Droga przez mękę. Jak wspomniałam wyżej, główny bohater, czyli Stanisław Wokulski, to kupiec, który swojego niewiarygodnego majątku dorobił się w Bułgarii. Człowiek wykształcony, konkretny, może i dałby się lubić, gdyby nie jego z choinki urwana, przesłaniająca cały świat, wielka miłość do panny Izabeli Łęckiej, arystokratki z Bożej łaski, której głównym zmartwieniem jest sprzedanie rodowego serwisu, mającego częściowo pokryć domowe długi. Dziewczę to niezwykle płytkie i naiwne, ale obecność takiego wątku w „Lalce” dowodzi, że mężczyźni od dawien dawna najpierw lecą na wygląd, a później dopiero zaczynają zastanawiać się nad charakterem swojej potencjalnej wybranki. Przykre, ale za to jak prawdziwe. Podobnie jak to, że zacna Iza do Wokulskiego od samego początku pała dziwną niechęcią – bo facet zawód ma nie taki. Jakże to arystokratka może zaszczycić swoim spojrzeniem zwykłego kupca, nieważne jak uczonego i bogatego! Chociaż… co do drugiej zalety, wypadałoby się jeszcze zastanowić. Przyznam szczerze, że gdyby tak skrócić „Lalkę” o dwieście stron, może i byłaby to całkiem ciekawa powieść. To prawda, że realia, jakie przedstawia, nie są już aktualne, ale miło czytało się na przykład opisy ówczesnego Paryża, czy też wielkopańskich zabaw i zalotów. Podejrzewam, że odrobina pikanterii nie zaszkodziłaby książce, a jedynie przyspieszyłaby akcję i dała więcej motywacji do czytania. Wyrzuciłabym część „Pamiętników starego subiekta” (szczególnie fragmenty o wojnie) i niekończących się „filozoficznych” rozmów bohaterów, szczególnie wywodów doktora Szumana. Wokulskiemu przydałoby się jeszcze trochę zdecydowania, bo swoją osobą po dłuższej chwili zaczynał mnie drażnić. Na plus spisuję jednak zakończenie – jest nietypowe i zmusza do zastanowienia się, co było później, do snucia przypuszczeń. Nie zawsze otwarte zakończenie jest dobrą opcją, ale w tym przypadku się sprawdziło. Mimo tego, że musiałam się zmuszać do czytania i okupiłam tę książkę długimi godzinami ziewania i zasypiania w trakcie przewracania stron, cieszę się, że przeczytałam „Lalkę”. Taki postawiłam sobie cel i go osiągnęłam. Nigdy więcej nie odpuszczę sobie lektury. Niech „Potop” będzie moją nauczką ;) .