Konrad Wallenrod

Konrad Wallenrod - Adam Mickiewicz Nie powiem, że jest to dzieło od początku do końca beznadziejne tylko dlatego, iż zostało napisane już dawno i czytałam je z przymusu. Naprawdę, nie było aż tak tragicznie. Jednak z powieściami poetyckimi mam pewien problem. Nie wiem, czy dotyczy on większości takich utworów, ponieważ moja wiedza na ten temat nie sięga aż tak daleko, ale te, które poznałam, bez wyjątku są nijakie. W przykry sposób zupełnie nie interesuje mnie los bohaterów, jakich przedstawiają. Można by się kłócić, że coś ciekawego w „Wallenrodzie” mimo wszystko się pojawia. Niby tak, zgodzę się. Jest jakaś „zagadka” – w tym przypadku tożsamości samego Konrada oraz tajemniczej niewiasty zamkniętej w wieży. Kiedy jednak dochodzi już do odkrycia prawdy, okazuje się, że wątek bardzo przypomina motyw zastosowany w „Dziadach” (cz. IV; postać Gustawa), co zdecydowanie umniejsza niespodziankę. Nie jest to ani ekscytujące, ani do końca złe, tylko, w tym najgorszym stylu, obojętne. Nie będę kwestionować talentu Mickiewicza (bo niewątpliwie facet go posiadał), stwierdzę tylko, że dla mnie nie ma wielu wartościowych aspektów w jego twórczości. Skoro program tego wymaga, poznam jego twórczość, ale nie wydaje mi się, żebym kiedykolwiek sięgnęła po inne dzieła pana Adama z własnej chęci. I tak oto, zamiast recenzji „Konrada Wallenroda”, uraczyłam was zbiorem przemyśleń na temat mojego czytelniczego zastoju. Bywa.