Powrót Króla

Powrót Króla - J.R.R. Tolkien Uważam, że taka powieść jak "Władca Pierścieni" nie może być oceniana jako trzy osobne książki. To jedna i ta sama opowieść o tych samych bohaterach, więc nie widzę powodu ich rozdzielania tak samo, jak nie powinno i nie rozdziela się trzech tomów "Hrabiego Monte Christo". Ta recenzja dotyczy więc "Władcy Pierścieni" jako całości, a zamieszczam ją pod "Powrotem Króla", gdyż właśnie na tym tomie powieść się kończy. Trzy pierścienie dla królów elfów pod otwartym niebem, Siedem dla władców krasnali w ich kamiennych pałacach, Dziewięć dla śmiertelników, ludzi śmierci podległych, Jeden dla Władcy Ciemności na czarnym tronie W Krainie Mordor, gdzie zaległy cienie, Jeden, by wszystkimi rządzić, Jeden, by wszystkie odnaleźć, Jeden, by wszystkie zgromadzić i w ciemności związać W Krainie Mordor, gdzie zaległy cienie. Ten wiersz, prolog najsłynniejszej powieści wszech czasów, jest na świecie tym, czym inwokacja Pana Tadeusza w Polsce, zaś sam Tolkien wydaje się współczesnym Mickiewiczem. Wszystkie części "Władcy Pierścieni" biły i biją wszelkie rekordy na listach bestsellerów. Książka składa się z trzech tomów, ale ciężko je rozdzielić. Tworzą one jedną, nierozłączną całość i tylko niewiarygodnej liczbie pomysłów autora oraz niezwykle rozbudowanej fabule zawdzięczamy tak długi utwór. A historia wydaje się taka banalna... Młody hobbit imieniem Frodo wpada w posiadanie pewnego pierścienia. Okazuje się, że jest to pierścień dający nieograniczoną władzę i potęgę. Sauron – Pan Ciemności jest niezwykle zainteresowany jego odzyskaniem, zaś Frodo wraz z Drużyną Pierścienia za wszelką cenę starają się go zniszczyć, by nie wpadł w jego ręce. Jedynym miejscem, gdzie mogą tego dokonać, są ognie Mordoru, w których został stworzony. Wyruszają więc na pełną przygód wyprawę do krainy śmierci, by osiągnąć swój cel. Pewna wytwórnia filmowa na podstawie tej fabuły nakręciła już hit ostatnich czasów, jeden z najbardziej dochodowych filmów stulecia i sprzedała niezliczone ilości gadżetów z bohaterami Śródziemia. Co powoduje tak gigantyczny sukces Władcy Pierścieni? Oprócz niesamowitych przygód, które pasjonują czytelnika niczym reality show telemaniaka, myślę, że największą rolę odgrywają niesamowicie realistyczne, absolutnie doskonałe opisy przyrody. Zarówno cuchnącego złem i wszechobecną śmiercią Mordoru, jak i cudownej, baśniowej, wyjętej ze snu, krainy elfów – Rivendell. Czytając, wydaje się nam, że ze stronic wydobywa się prawdziwy obraz, wszystko jest dla nas niemal namacalne, a zapach lasu, jak i opuszczonych kopalni Morii unoszą się w powietrzu. Te niesamowite doznania towarzyszą nam przez cały czas, co czyni dzieło jeszcze bardziej wyjątkowym. Można się tak zachwycać w nieskończoność. I bardzo dobrze, bo na zachwyt właśnie ta książka jak najbardziej zasługuje. Trudno w niej szukać dziur czy niedopatrzeń. Mimo że Tolkien, jak mówią, nie potrafił opisywać miłości ani kobiet, to jednak nie one odgrywały główne role w jego powieściach i musimy mu wybaczyć. Jest to w sumie jedyny widoczny minus "Władcy Pierścieni", ale nikt nie jest przecież doskonały. W pewnym sensie o sukcesie mógł zadecydować także nietypowy, niedzisiejszy język, którym Tolkien opisuje świat elfów i hobbitów. Dzięki niemu wspaniale oddaje baśniową atmosferę. I właśnie ten, Szekspirowski, przestarzały sposób pisania pozwala idealnie ukazać wyjątkowość Śródziemia, sprawia, że jest zupełnie niepowtarzalne, fantastyczne. Argumentami, które miałyby przekonać do przeczytania "Władcy Pierścieni", mógłbym sypać z rękawa. Nie ma tu jednak się co rozwlekać; jest to po prostu pozycja obowiązkowa dla każdego mieszkańca Ziemi. Nawet, jeśli nie lubi fantastyki. Tu nie ma co lubić. To trzeba przeczytać.