Sam chciałeś te karty, czyli Casino Royale

Sam chciałeś te karty, czyli Casino Royale - Ian Fleming James Bond otrzymuje nietypowe zadanie - ma udać się do Casino Royale i doprowadzić do bankructwa Le Chiffre'a, tajnego skarbnika francuskiego związku zawodowego opanowanego przez komunistów i kontrolowanego przez radziecką organizację odwetową Smiersz. Le Chiffre z części pieniędzy powierzonych mu na finansowanie związku zakupił sieć domów publicznych w Normandii i Bretanii, co przyniosło poważny deficyt z powodu wprowadzonej we Francji ustawy zabraniającej stręczycielstwa. Wiele wskazuje na to, że będzie chciał załatać dziurę budżetową wygrywając duże pieniądze w bakarata w Casino Royale - i tu zaczyna się misja Bonda: ma pokonać Le Chiffre'a, czym doprowadzi do jego ośmieszenia, zrujnowania i skompromitowania. "Bond" niczym specjalnym nie zachwyca, 105 stron czyta się bez większych emocji, bardziej jest to dłuższa nowelka niż rasowa sensacja. Największym minusem tej książeczki jest zajmujący ok. 20% całości opis rozgrywki karcianej nieposuwający akcji do przodu. Są jednak pewne ciekawostki: po pierwsze, pod koniec książki Bond przeżywa coś w rodzaju kryzysu, zaczyna się zastanawiać, czy to, co robi jest słuszne; a po drugie, zakochuje się w pomagającej mu Vesper Lynd - mało tego, w pewnym momencie stwierdza, że się jej oświadczy! Niespodziewanie wszystko się komplikuje - i kiedy Bond się o tym przekonuje, podejmuje decyzję, która wyznaczy jego zadania na następne książki: "Oto cel dla niego, jak znalazł. Weźmie się za Smiersz i wykończy go. [...]Szpiegowanie można zostawić tym chłopaczkom w białych kołnierzykach. Niech oni szpiegują i łapią szpiegów. On ruszy przeciw groźbie czającej się za nimi, groźbie, która zmusza ich do szpiegowania"*. Brzmi to trochę patetycznie jak na książkę sensacyjną, ale pamiętajmy, że Ian Fleming napisał ją w 1953 roku, czyli w szczytowym okresie. Trudno jest mi pojąć fenomen tej książki ze względu na to, że nie ma tam nic nadzwyczajnego, narracja jest trochę zbyt szczegółowa (jak na mój gust), a tło akcji też wcale nie oszałamia. Przez pierwsze trzy rozdziały (są dość krótkie, ale to zawsze trzy rozdziały) nie wiedziałam na czym mam się skupić. Jednak już po chwili przerzucałam kartkę za kartką nie orientując się kiedy zdążyłam ją przeczytać. Sama nie wiem co w powieści Fleminga wypatrzyli pierwsi producenci filmowi, ale jestem im bardzo wdzięczna. Film spokojnie może mierzyć się z książką! (Przynajmniej jeśli chodzi o Casino Royale, które podobno było ekranizowane aż trzy razy!). Bardzo serdecznie polecam, bo lektura jest wciągająca, a przy okazji można poznać najsławniejszego agenta naszych czasów, Jamesa Bonda, od podszewki!